Actions

Work Header

Yokohama

Summary:

W ciepły wieczór lipca wymienili ostatnie zdania.
- A tak kochałeś to miasto - mruknął wyższy.
- Za dnia nijakie, po zmroku jednak uwalnia swoje kolory - uśmiechnął się do siebie.
Nagle niższy usłyszał szelest materiału, odwracając się machinalnie.
- Mimo to odchodzisz. Nie potrafisz przejrzeć przez chmury.
- Ciebie na pewno nie będzie mi brakować - odburknął niższy.

Notes:

Tym razem songfic napisany po dogłębnym przesłuchaniu Varsovie, Moniki Brodki! Było to też moje pierwsze soukoku, które wspominam bardzo dobrze, głownie dlatego, że uwielbiam tą piosenkę.
https://www.youtube.com/watch?v=m5CE1yPDxAs

Work Text:

Yokohama

W ciepły wieczór lipca wymienili ostatnie zdania.
– A tak kochałeś to miasto – mruknął wyższy.
– Za dnia nijakie, po zmroku jednak uwalnia swoje kolory – uśmiechnął się do siebie.
Nagle niższy usłyszał szelest materiału, odwracając się machinalnie.
– Mimo to odchodzisz. Nie potrafisz przejrzeć przez chmury.
– Ciebie na pewno nie będzie mi brakować – odburknął niższy.
Jego partner odchodził.
Zostawiając go samego w porcie. Z mnóstwem myśli. I niepewnością, czy któryś
z nich jeszcze powróci do ukochanego miasta.
Dwójka młodych ludzi oddalająca się od siebie na tle portu nie zmieniłaby biegu miasta. Dwójka członków Mafii Portowej już tak.
Po czterech latach pobytu we francuskim oddziale organizacji przestępczej Chuuya Nakahara miał dość. Zadufani w sobie Francuzi, nawet pomimo upływu kilku lat, nadal
go lekceważyli. Nawet jeśli był wyższy rangą i miał potężną zdolność.
To prawda, uwielbiał ich kuchnię czy nawet zatłoczony paryski krajobraz, lecz teraz jesienne liście zdawały się tylko go uwierać pod podeszwami.
Wyraźnie tęsknił.
Za zapachem.
Tłokiem portowego miasta, jednak ułożonym jak na Japończyków przystało.
Oceanem stykającym się z niebem.
Tęsknił za lipcem, tym konkretnym.
Przytłaczała go ta myśl. Może już się starzeje? Cztery lata spokoju i ciszy,
a on uświadamia sobie, że właśnie one smuciły go najbardziej. Brakowało mu hałasu, kłótni, ale nie o źle odmieniony czasownik czy błąd w papierach, a takiej o specyficznym brzmieniu. Pełnej wyzwisk, wręcz walki na kreatywność i coraz nowsze obrazy. Powolnego, aczkolwiek głośnego poznawania siebie nawzajem. Brakowało mu żałosnego jęku, kiedy brunet zostawał odrzucony przez coraz to nowe kobiety. Brakowało mu morderczych treningów
pod błękitnym niebem. Brakowało mu wspólnej drogi na misję pod osłoną podwójnej czerni, nocnego nieboskłonu oraz ich duetu.
Chuuya Nakahara czuł się pusty.
Brakowało mu Osamu Dazaia.
Tego dnia rudowłosy podczas spaceru po parku stwierdził, że cztery lata spokoju zadziałały na niego w sposób odwrotny od zamierzonego. Postanowił skrócić je o kilka miesięcy.
Wrócił, zostawiając irytujących Europejczyków za sobą, myśląc, że brunet
nie postąpił w żaden sposób idiotycznie.
– Dazai odszedł zaraz po tym, jak wyjechałeś.
Powrót do Jokohamy miał być trudny, lecz nie aż tak. Mori nie był zadowolony,
że musiał przerywać nękanie Elisi, by wyznać Nakaharze nieprzyjemną wiadomość.
Była ona podwójnie nieprzyjemna. Nikt nie raczył go powiadomić o zdradzie, teraz już byłego, partnera. Nie wspominając o jego przebranżowieniu na detektywa. Mężczyzna powoli zaczynał żałować swojej decyzji.
Dzień, w którym spotkali się po latach, określił pięknym. Chciał brzmieć jak dawniej.
Uważać tak samo, że musi przeklinać, choćby myśląc o jego imieniu.
Że nie potrzebuje młodszego bruneta. Że to on zabierał ostatnie światło z jego dni. Chciał myśleć, że zmiana miasta, jak kobiety, pomoże mu, że kochają tak samo.
Niestety, na swoją niekorzyść, zrozumiał, iż to on kochał inaczej partnera.
Znajomo brzmiące docinki poprawiały mu humor, choć wolałby słyszeć
je w przyjemniejszym miejscu niż więzienie Portowej Mafii.
Nawet dotyk, choć tylko w formie uderzeń, sprawiał mu radość.
Krótki moment słabości, a ta Makrela go wykorzystała.
Podszedł go w każdy możliwy sposób.
Wyjątkowo Chuuya nie miał mu tego za złe. Nie, kiedy widzieli się po latach.
Nie, kiedy wiedział, że Dazai nie zmienił się całkowicie. Nie, kiedy czuł, że ich uczucie
nie poddało się czasowi.
Przestał żałować w momencie, w którym wydobył z kieszeni swojego płaszcza małą kartkę.
– Czy możesz mnie obudzić tak jak w lipcu? – przeczytał napisane przez Osamu słowa.
– Z chęcią – uśmiechnął się pod nosem.