Actions

Work Header

16 października

Summary:

Yoichi zaprotestował dalszemu naśmiewaniu się.

- Nie widzicie, że potrzebują prywatności? Oboje dobrze powinniście to wiedzieć, że nie zawsze trzeba od razu być otwartym! - Złapał dwójkę za dłonie i wyprowadził z pokoju, na odchodne krzycząc. - Przepraszam, chłopaki!

W korytarzu dało się słyszeć jeszcze: „nie przeszkadzajcie sobie", czy początek wykładu bruneta o byciu tolerancyjnym i wspierającym członkiem rodziny.

Notes:

Znów krótki shot. Niestety większość prac piszę po prostu przy chwili wolnego i jednym posiedzeniu, ale cóż. Zapraszam na rzekomo urodzinową pracę ale Yuu.

Work Text:

16 października

Ostatnie cztery miesiące były ciężkie. Ucieczka, znalezienie schronienia czy pożywienia. Następnie nieprzerwane treningi. By uratować tych, których nie dało się w Nagoii.
Gurena Ichinose, podpułkownika Japońskiej Imperialnej Armii Demonów, głównego dowódcy Kompanii Księżycowej.
Mirai Kimizuki, młodszą siostrę Shisoo Kimizukiego, wykorzystaną przez dowództwo Armii.
By zakończyć wojnę.
Ta myśl głównie kierowała przebiegiem treningu Yuichiro, kiedy zwykle spóźniony, budził się kilka godzin przed wszystkimi. Zdecydował się wyznaczyć przerwy, kiedy Mikaela przerzucił go sobie przez ramię i zaniósł na śniadanie. Choć bardziej przekonujące były docinki Shinoi
i Kimizukiego o podpytanie informatorów, w jaki sposób mogliby zaplanować ceremonię ślubną. Wampir nie przejął się tym zbytnio. Natomiast na efektywność pracy Yuu wpłynęło to bardzo dobrze.
– Yuu! – wykrzyknął Yoichi, kiedy ten schował Asuramaru do pochwy.
– Hmm, co tam? – mruknął przeciągle.
– Mika cię szuka, chyba przypomniało mu się coś ważnego.
Czarnowłosy tylko przytaknął i zabrał miecz, wzdychając. Zastanawiał się, co nastolatek mógł sobie przypomnieć. Robiło się coraz zimniej z dnia na dzień i nie był pewny czy przypadkiem pochłonięty własnymi zajęciami nie zapomniał o kimś. Na tę myśl sam się zdziwił. Mika raczej nie pamiętałby czyjś urodzin.
Podczas krótkiego spaceru Yoichi zdążył mu opowiedzieć o kolejnej próbie kuchennej duetu Shinoi i Mitsuby oraz ratunku ich skromnego dobytku przez Makoto. Yuichiro momentalnie zaczął wspominać w śmiechu poprzednie wpadki dziewczyn. Do czasu kiedy Kimizuki nie szturchnął łokciem, wypominając kunszt kulinarny czarnowłosego. Na nowoprzybyłego od razu zwrócił uwagę niski zielonooki, prawie zapominając o, chociażby, podaniu prawdopodobnej lokalizacji Mikaeli.
Zignorowany Hyakuya postanowił poszukać przyjaciela na własną rękę. Nie zajęło mu
to długo. To blondyn go znalazł. Wcisnął mu torby do rąk i posłał do kuchni, gdzie miał
je zostawić. Kiedy zorientował się, że to zapasy jedzenia od razu wrócił się pomóc chłopakowi
z resztą.
– Wyjątkowo dużo tego dzisiaj – skomentował, zabierając drugi karton z tylnego siedzenia samochodu.
– Makoto mówił, że tym razem to za dwa tygodnie – mruknął w odpowiedzi wampir.
Gdy tylko wrócili, Mika począł rozpakowywać kolejne torby i kartony. Natomiast Yuu otwierając pierwsze pudełko z brzegu, wydobył marchew, którą zaczął jeść, rozsiadając
się na blacie.
– Yuu-chan! – wykrzyknął blondyn, wyrywając mu warzywo. – To na dzisiaj!
– Właśnie ją jadłem, do tego dzisiaj! – Zaśmiał się, próbując ją odzyskać.
Na to wampir złapał go za dłoń, lekko przygryzając palec i upuszczając trochę krwi.
– Ja też jadłem, ale to nie pora obiadu.
Słysząc jego słowa, czarnowłosy zeskoczył z blatu, następnie stając przed nim, zaczął rozpinać koszulę.
– Przecież wiesz, że wystarczy, że powiesz. – Westchnął. – Nie musisz nawet pytać.
Mika ewidentnie spanikowany zabrał ręce Yuu od guzików, przenosząc je na swoje biodra
i samemu go zapinając. Zielonooki nie mógł nawet zareagować na kolejne wydarzenia, kiedy
do pomieszczenia zawitała loża szyderców w postaci Shinoi wraz z jej uśmieszkiem, śmiejącego
się pod nosem Kimizukiego wraz z, o dziwo, wielce szczęśliwym Yoichim. Kiedy dowódca miała już do nich podejść w wypytać o zaistniałą sytuację, Mikaela obrócił się do zgromadzonych plecami razem z Yuu w objęciach, prychając tylko w ich stronę, przepełnione zawstydzeniem:
– Do widzenia.
– No, Shinoa, wiedziałaś o tym – zagadał różowowłosy.
– Nie miałam pojęcia, że są aż tak wylewni w stosunku do siebie – zaśmiała się, zasłaniając usta dłonią.
Tylko Yoichi zaprotestował dalszemu naśmiewaniu się.
– Nie widzicie, że potrzebują prywatności? Oboje dobrze powinniście to wiedzieć, że nie zawsze trzeba od razu być otwartym! – Złapał dwójkę za dłonie i wyprowadził z pokoju,
na odchodne krzycząc. – Przepraszam, chłopaki!
W korytarzu dało się słyszeć jeszcze: „nie przeszkadzajcie sobie”, czy początek wykładu bruneta o byciu tolerancyjnym i wspierającym członkiem rodziny.
Mika w geście niemocy zostawił ostatnie trzy górne guziki, zakładając ręce na szyję Yuichiro. Nastolatek objął go mocniej, ściskając bluzę i śmiejąc mu się w ramię. Blondyn chwilę później spojrzał mu w oczy, dając do zrozumienia, że nie było to tak śmieszne.
– Hej. – Czarnowłosy trącił czołem czoło wampira. – Nie mów tylko, że tak bardzo przejmujesz się ich opinią.
– Są twoją rodziną, Yuu-chan – odburknął.
– Naszą, Mika.
Następnie przytulił go. Mocniej, bliżej. Tak, aby wręcz dobitnie uświadomić blondyna tym, że jest. O swoim uczuciu. Mika już pewniej przenosił dłonie w czarne, gęste włosy. Również chciał okazać, że mu na nim zależy. Bardziej niż mogłoby rodzinie. Bardziej niż mogłoby przyjaciołom. Bardziej niż mogłoby dwójce kochanków. Chciał przekazać Yuu, że nie mogli bez siebie żyć.
Po czterech latach snucia podejrzeń poszukiwaniach i pytaniach, czy drugi na pewno jeszcze oddycha. Po spotkaniu, niedowierzaniu z niego wynikającym. Po tym ile Yuichiro dla niego zrobił, także co powiedział. Mimo rozłąki, wampiryzmu, nadal mu ufał, a nawet i bardziej. Dowiadywał się tego na każdym kroku, kiedy Mika nie wiedział jak ubrać to w słowa czy gesty.
– Yuu-chan – szepnął.
– Jestem tutaj, Mika. – Pogładził go po plecach.
– Zrobię curry.
Nie wiedział co odpowiedzieć. Danie, które było namiastką ich poprzedniej rodziny,
ale i lepszej przyszłości. Czy to moment, w którym powinni zapewnić się, że będzie lepiej, że wygrają wojnę?
– W podzięce oraz prezencie.
Yuu spojrzał na niego podejrzanie.
– Wszystkiego najlepszego, Yuu-chan.
I tak w kuchni, niepierwszego użycia, z rozłożonymi składnikami na curry, przyjaciółmi podsłuchującymi za drzwiami Mika spełnił dwa życzenia czarnowłosego. Przepuszczając jego włosy przez palce, muskał wargami te należące do Yuichiro. Trzymając go w ramionach. Serce przy sercu. Uświadamiając o wszystkim, co trzymał w sobie tyle lat, osobę, która nie była jego rodziną,
a domem.
Yuu ponownie przyciągnął go do siebie, mocniej całując. W duchu dziękował za ten dzień, za poprzedni wraz z kolejnym, za rodzinę, wszystkich, których spotkał. Za Mikaelę Hyakuyę.
Nagłos za pamięć. O wszystkim, prostych rzeczach oraz tych wymagających odwagi,
na którą on nie mógł się wcześniej zebrać.
Następnie było tylko czuć zapach curry. Szczęścia. Słychać szepty, ciche śmiechy kochanków, imiona i pocałunki, które niekoniecznie musieli chować, sami przed sobą.