Work Text:
– Zupa wygląda jak gówno, a zalatuje starym nietoperzem – orzekła Magda Gessler i z brzękiem rzuciła łyżkę. – Nic dziwnego, skoro lokal wygląda jak schronisko dla bezdomnych wampirów. Kto wymyślił takie stroje dla obsługi?
Bezceremonialnie złapała mackę Krakersa. Potwór zabulgotał, zwinął kończyny i zatrzasnął klapę do piwnicy.
– Nie uciekaj! Powiedz lepiej, jak często myjesz macki?
– Co pani robi? – Tsadkiel zostawił wreszcie swoją papierologię i ruszył z odsieczą. – Jam jest Tsadkiel, anioł skromności i sprawiedliwości, pełnomocnik właściciela. W jego imieniu żądam, byście opuścili lokal i skasowali nagrany materiał. Nie było zgody na filmowanie!
Wielki przedwieczny uchylił klapę i ostrożnie wysunął macki. Wciąż drżały.
*
– Kto ją w ogóle zaprosił? – zapytał Tsadkiel, gdy ekipa odjechała już w siną dal, a Krakers przygotował górę racuchów (dla lokatorów) i garniec melisy (dla siebie).
Wszyscy jak na komendę spojrzeli na utopca.
– Wypraszam sobie! – oburzył się. – To ja tu jestem od zrzędzenia. Nie zapraszałbym konkurencji.
Licho zaczęło się niespokojnie wiercić.
– Masz nam coś do powiedzenia, Liszko? – zainteresował się Turu.
– Ja nie chciałom źle! – pisnął mały anioł. –W internecie namawiali, żeby się zgłaszać, to nas zgłosiłom. Myślałom, że to będzie reklama!
Krakers zabulgotał. Licho rzuciło się go przepraszać. Wkrótce oboje zgodnie chlipali.
– Konrad musi wreszcie założyć blokadę rodzicielską – westchnął Tsadkiel.
