Work Text:
Manty był szalony - tego Anna była pewna. Jednak, gdy dzieciak odprawiony już przez kilku Szamanów przyszedł prosić ją o pomoc w zostaniu jednym z nich, nie potrafiła mu odmówić, nawet pomimo tego, że uważała ten pomysł za kompletnie idiotyczny. Po prostu zwinęła mocniej swoje korale, poprawiła zsuwającą się z ramienia torebkę i kazała chłopakowi przyjść o świcie nad rzekę.
— Biedny Shorty — szepcze sama do siebie, gdy uradowany chłopak wbiegał już do domu, niemal zapominając po drodze o zdjęciu sandałów, by pochwalić się Rio swoim małym zwycięstwem.
Unoszący się nad oczkiem wodnym Tokageroh, który przysłuchiwał się całej rozmowie, posyła jej pełne współczucia spojrzenie, po czym rozpływa się w powietrzu, by móc czuwać nad swoim Szamanem i w razie potrzeby powstrzymać go przed szaleńczą eskapadą, którą najpewniej zaczął planować w chwili usłyszenia nowin od Manty'ego.
Głupcy, myśli Anna i dziwnie zmęczona przysiada na werandzie. Otaczają mnie naiwni głupcy — zaciska palce na koralach.
