Work Text:
– Trawa w górach jest zielona, owce pasą się na halach, strumień wpada tam do rzeki, a rzeka do morza – wyrecytował człowiek przy furtce.
– Gąsienica szpieg mieszka tam, za górką – odpowiedział Konrad i wpuścił go na posesję.
Gość szedł prędko, mimo że niósł nieporęczne pudło. W kartonie wycięto kilka otworów, a ze środka wydobywały się piski i chrobotanie.
– Sadzone15 z forum, zgadza się? – spytał Konrad dla formalności. – A w pudle jest podziomek?
– A tak, musiałem go wsadzić do pudła – wysapał gość. – Próbowałem pożyczyć fotelik, ale go paski dusiły, zresztą co by było, gdyby go ktoś zobaczył? Już i tak się modliłem, żeby nie trafić na niebieskich…
Do gościa podeszły mały oskubany anioł w bamboszkach i duży ametystowo-złoty anioł z plikiem papierów. Sadzone15 z wrażenia omal nie upuścił pudła, na szczęście Licho zdążyło je złapać. Postawiło pakunek na ziemi i wyjęło podziomka.
– Jestem Licho – przedstawił się mały anioł. – Jak się nazywasz?
– Tupek –odpowiedział gość zamiast podziomka. – Mało kreatywnie, ale adekwatnie, bo tupie jak małe słoniątko, tylko musi się najpierw oswoić. Nieśmiały jest.
– I na diecie bezglutenowej? – spytał Tsadkiel, przeglądając jednocześnie formularz.
– Tak. Poza tym zdrowy, nawet go odrobaczyłem, żebyście go na pewno wzięli. Już nie mogę z nim wytrzymać, jak nie tupie, to chlipie po kątach. I to mój p… najlepszy przyjaciel mnie tak urządził, wyobrażacie sobie? – rozgadał się sadzone15. – Zapisał mi go w testamencie razem z łóżkiem. Żeby to jeszcze porządne łóżko było…
– Mógł pan zawczasu odrzucić spadek – sucho zauważył Tsadkiel, anioł skromności i sprawiedliwości, jak zwykle niemiłosiernie logiczny. – Aż tak panu zależało na tym łóżku?
Gość wyraźnie poczerwieniał i zaczął się bawić sygnetem.
– To nie two… pań… niczyja sprawa – wybrnął wreszcie z kłopotu natury grzecznościowo-lingwistycznej, po czym zwrócił się do Konrada, uznawszy najwyraźniej, że raz rozpoczęte zwierzenia należy doprowadzić do logicznego końca. – Na otwarciu testamentu jego żona dziwnie się szczerzyła. Teraz rozumiem, dlaczego ta jędza wolała wyjechać do Anglii i wracała tylko na święta. Też już mam dość mieszkania z podziomkiem. Tupie i chlipie, chlipie i tupie. O gościach można w ogóle zapomnieć. Jemu też chyba mieszkanie w bloku nie służy, bo jakiś blady jest.
– Zajmiemy się Tupkiem – zapewnił Konrad. – Mamy bogate doświadczenie.
Z domu wyszły widma trzech żołnierzy Wehrmachtu. Jeden niósł na ramieniu radośnie gulgoczącego i machającego mackami Gucia, drugi miał w ręku wiaderko z grabkami, łopatką i zestawem foremek, zaś nad trzecim unosił się mamroczący po persku dżinn.
– Właśnie widzę, że macie – powiedział oszołomiony sadzone15.
– Jeszcze podpis. – Tsadkiel podsunął gościowi formularz pod nos. – Dopłata za dietę bezglutenową. Proszę pamiętać o terminach.
– Chodź – powiedziało Licho do podziomka. – W naszym pensjonacie będzie ci dobrze. Przygotowałom ci kącik do spania, a Krakers zrobił miskę twarożku z rzodkiewką. Lubisz twarożek?
– Tak! – radośnie pisnął podziomek.
