Work Text:
Zabawne, że dopiero za trzecim powtórzeniem Ichigo zaczyna zauważać, że coś jest gruntownie nie tak. Odkąd utracił moce shinigami, każdy dzień zlewa się z poprzednim. Szkoła, dom, nauka, nadrabianie zaległości. Tak bardzo podobne w swojej powtarzalności. Normalne życie, za które powinien być wdzięczny, przecieka mu przez jego zdrętwiałe palce, ale jest zbyt zmęczony, aby zacisnąć pięści i przejąć kontrolę. Dlatego dopiero kiedy po raz trzeci Ishida, poprawiając okulary na nosie, oznajmia mu rzeczowo, że jest wtorek (znowu), Ichigo nie tyle się martwi, co po raz pierwszy od bardzo dawna czuje dreszcz podniecenia.
I choć pojawienie się tak nieoczekiwanego problemu powinno zająć go na dłużej, to kiedy już ustala, że faktycznie jest uwięziony w pętli, która resetuje się każdej nocy tak, że ponownie budzi się rano w swoim łóżku we wtorek 9 kwietnia, zaczyna stopniowo tracić zainteresowanie. Z początku rzeczywiście gorliwie szuka rozwiązania, ale to nie tak, że jest dużo do analizowania. Wtorek 9 kwietnia nie wyróżnia się niczym na tle pozostałych dni. W szkole nie wybucha pożar, wszyscy jego przyjaciele i rodzina są cali i zdrowi, a do Karakury nie przybywa żaden podejrzany człowiek, żywiący potencjalnie złe zamiary.
Jednym słowem nie ma punktu zapalnego, żadnej tragedii, której trzeba by było zapobiec. Jakkolwiek by to nie brzmiało, Ichigo zaczyna powoli godzić się z obecną rzeczywistością. Ani jego przyjaciołom, ani rodzinie nie dzieje się krzywda, również nikt, poza nim, zdaje się nie być świadomy pętli czasu.
Być może to wszystko ma miejsce tylko w jego głowie. Ktoś uwięził go w jego umyśle, zmuszając do przeżywania w kółku wciąż tego samego dnia, aby go złamać. To niepokojąca myśl i Ichigo przez pewien czas zżyma się z tym w samotności, ale jego instynkt milczy. Może stracił go wraz ze swoimi mocami? Jedno jest pewne, to przeczucie nie znika i dlatego, chociaż Ichigo zdaje sobie sprawę, że to mało odpowiedzialne, odpuszcza. Nie wie, czy to dobrze czy źle, ale początkowa frustracja stopniowo przeradza się w apatię. Każdy kolejny dzień przybliża go do przygnębiającego wniosku, że, z pętlą czy bez, jego obecne życie przedstawia się teraz niewiele bardziej monotonnie niż przed całym zdarzeniem. W zasadzie nie potrzebuje nawet dwóch miesięcy, aby zdecydować się popełnić samobójstwo.
W filmach śmierć zwykle wraca bohaterów na początek pętli, ale dla Ichigo w zależności jak wcześnie się zabija, po prostu budzi się wcześniej w Soul Society. Zwykle pierwszy znajduje go Kyōraku. Ichigo niespecjalnie lubi rodzaj zatroskanego, zakładającego pewne rzeczy spojrzenia, jakim zawsze obdarza go starszy shinigami, zanim z uśmiechem i żartem na ustach informuje go, że Yamamoto chce go widzieć.
Szybkość, z jaką Kyōraku za każdym razem odławia go z tłumu dusz Rukongai, bez końca irytuje Ichigo. Wie, że jego gniew jest trochę dziecinny, ale widząc, jak szybko jego przybycie do Soul Society staje się sensacją, a po chwili już nie może się odpędzić od tłumu przyjaciół, którzy śmieją się i przekrzykują między sobą, kłócąc się, do jakiego oddziału trafi, jakby nic się nie zmieniło. Jakby odkąd utracił swoje moce rzeczywiście ktokolwiek z nich zadał sobie choć odrobinę trudu i faktycznie odwiedził go w Świecie Ludzi, zobaczyć jak sobie radzi. Może to trochę małostkowe, w końcu w oczach shinigami rok to zaledwie mgnienie, ale kiedy pada bezpośrednie pytanie, gardło Ichigo zaciska się, a gdy iskierki radości w oczach jego przyjaciół gasną zastąpione niewyraźnymi zaniepokojonymi uśmiechami, jakaś część Ichigo odczuwa gorzką satysfakcję.
To zniechęcające do tego stopnia, że Ichigo na razie daje sobie spokój z samobójstwem. Nie tęskni, bo raczej nie można tak nazwać uczucia pustki, które towarzyszy mu przez kilka następnych dni. Ignoruje oczywiste sygnały. Stara się nie myśleć, że po tym jak raz za razem przez kilka tygodni z rzędu podcinał sobie żyły, nagle, gdy tego zabrakło, zniknął cel, centralne wydarzenie dnia, do którego można było odliczać czas. I tak przez następne tygodnie wstanie z łóżka urasta do rzeczywistego problemu.
Jakoś ból zadawany nawet jego własną ręką pozwalał mu choć na chwilę być tu i teraz. Nie czuł adrenaliny, jak podczas bitwy, a czasem wykrwawienie się zajmowało dłużej niż było tego warte, ale kiedy jego zmysły wyostrzały się, a ciało próbowało walczyć z nadchodząca śmiercią, przez tą jedną chwilę agonii czuł, że naprawdę żyje.
Ichigo nie jest głupi, zdaje sobie sprawę, że może mieć depresję. Biorąc pod uwagę, jak przez pętlę czasu ostatnio wyglądało jego życie i jak bardzo pozwolił sobie odpłynąć, Ichigo wie, że dla własnego dobra potrzebuje czegoś, co pomoże mu przestać pikować w dół.
Początkowo to tylko pomysł zrodzony z przekornej, nieco zgryźliwej myśli, ale jego wykonanie przebija oczekiwania Ichigo. I tak urywanie się z zajęć i przychodzenie do Urahara Shōten staje się zaskakującą odskocznią. Niezmiernie bawi go bezbożne oniemienie, jakie zawsze odmalowuje się na twarzy Urahary, zanim skrupulatnie ukryje go za jednym ze swoich enigmatycznych wyrazów twarzy, kiedy Ichigo wprost, nie uprzedzając, otwarcie zapyta go o to, czy ma jakiś plan na przywrócenie mu jego mocy. Nie tylko okazuje się to prawdą, ale że temu niełatwemu przedsięwzięciu w ostatnim czasie Urahara kompletnie się poświęcił.
Ichigo nie wie, czy to, co czuje, to wdzięczność, czy jej wypaczona forma. W fali ciepła, która go zalewa jest coś piekącego, co szczypie jego skórę. Nie wie dlaczego tak się dzieje, ale ostatnimi czasy, pomijając momenty, kiedy nie czuje kompletnie nic, ciągle towarzyszy mu złość. Większa lub mniejsza, ale zawsze obecna gdzieś z tyłu głowy. To jak uciążliwe brzęczenie w jego mózgu, które go dekoncentruje i czyni rozdrażnionym.
Dlatego może szukając rozproszenia, kiedy Urahara niepamiętny już raz ponownie mówi mu, że pracuje nad przywróceniem mu jego mocy shinigami, Ichigo nie starając się tego zrozumieć, impulsywnie podchodzi i całuje kompletnie nieprzygotowanego na to mężczyznę. Ichigo nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego to zrobił. Szok na twarzy Urahary jest tego warty, ale kiedy ich usta się rozstają i po raz pierwszy widzi twarz Kisuke z bliska … Znika łatwy uśmiech Urahary, zastąpiony czymś, co Ichigo w pierwszej chwili bierze za proste pożądanie, ale poważny wzrok mężczyzny każe mu sądzić, że kryje się za tym coś głębszego.
Ichigo nie jest z tego dumny, ale nic nie mówiąc, zostawia tak z tym Kisuke, nawet nie oglądając się za siebie. Łatwo jest uciekać, kiedy pętla czasu pozwala na popełnienie błędów bez żadnej refleksji.
Więcej już tego nie próbuje, wiedząc, że nie jest w stanie zaoferować czegoś równorzędnego. Nie sądził, że Urahara może coś do niego czuć, a teraz nie wie, co z tym zrobić.
Z tego powodu przestaje odwiedzać Urahara Shōten. I tak przez ponad miesiąc żyje swoim zwykłym wtorkowym dniem, nie przychodząc do szkoły i spędzając cały dzień poza domem. Pewnego popołudnia, kiedy siedzi na brzegiem rzeki, jak zwykle popijając piwo, pojawia się Urahara. Ichigo jest już przyzwyczajony do oceniających spojrzeń, jakimi obrzucają go przechodzący ludzie, którzy czasem głośno zwracają mu uwagę na to, że spożywa alkohol w miejscu publicznym, a w pobliżu są dzieci. To nawet nieco zabawne, że mało kto zwraca mu uwagę, że jest niepełnoletni. Rzucają tylko wzrokiem na jego pomarańczowe włosy, aby w następnej chwili, spoglądając pod nogi, wyminąć go pośpiesznym krokiem. Ale wzrok Kisuke nie jest ani oceniający, ani zaniepokojony. To na tyle odświeżająca zmiana scenariusza, że kiedy Urahara niby to mimochodem zaprasza go do siebie, Ichigo z miejsca zapala się na ten pomysłu.
Poczucie wstydu za ostatni raz już nie ciąży mu tak jak wcześniej, ale nadal czuje pewien niesmak.
Na twarzy Urahary przez chwilę maluje się zaskoczenie, ale szybko ukrywa je za jednym ze swoich uprzejmych uśmiechów. W powietrzu jest wyczuwalna pewna niezręczność, kiedy ramię w ramię ruszają do Urahara Shōten. Ichigo nie wie, w którym momencie zrobił się tak egoistyczny, ale kiedy kątem oka spogląda na usta Kisuke, poczucie wstydu za to, że wtedy najpierw zainicjował pocałunek, a potem zostawił Uraharę bez słowa, jest już na tyle niewyraźne, że myśli Ichigo zaczynają podążać w złym kierunku.
To, jak spontaniczne było to zaproszenie, nie da się ukryć nawet pomimo pozorów, jakie stara się stworzyć Kisuke. Cóż, brudne talerze pozostawione na stole w kuchni po śniadaniu są dość oczywiste, ale Urahara zachowuje beznamiętny wyraz twarz, kiedy przenosi je do zlewu. Dlatego Ichigo miłosiernie czeka, nie komentując, kiedy poszukiwania właściwej puszki z herbatą zajmują Uraharze tyle czasu, co ponowne zapoznanie się z zawartością jego dwóch kuchennych szafek. Propozycja, że może być też sake, jest na końcu języka Ichigo, ale ostatecznie tego nie mówi. Może i Kisuke nie jest szybki do oceniania, ale Ichigo nie chce wyjść przed nim na jakiegoś topiącego smutki w alkoholu nastolatka.
- Kurosaki-san wybacz mi, że nie przygotowałem się lepiej – Urahara kaja się, w ten specyficzny dla niego sposób, który mówi, że absolutnie nie ma tego na myśli. Zajmuje miejsce naprzeciwko i podsuwa w jego stronę kubek.
Ichigo wzrusza ramionami, sięgając po oferowaną herbatę. W domu jest wyjątkowo cicho. Kiedy to dostrzega, wraca do niego mgliste wspomnienie, jak w drodze tutaj Urahara wspominał coś o tym, że Tessai zawiózł dzieci na zajęcia sportowe. Prawie cały ostatni miesiąc Ichigo spędził, włócząc się sam bez celu po mieście, ale zawsze starał się czymś zająć. Raz wychodziło to lepiej, a raz gorzej, czasem po prostu trwał.
Jedna z drewnianych desek podłogowych skrzypki lekko, kiedy przysuwa się z krzesłem bliżej stołu. Opiera łokcie na blacie, przybierając wygodniejszą pozycję. Aromat taniej herbaty miesza się zapachem starego drewnianego domu i przebrzmiewającą, ledwie wyczuwalną nutą środka chemicznego. Tutaj, przy stole z Uraharą, po raz pierwszy nie czuje się zawieszony. Chwila trwa, ale zamiast drętwiejącego uczucia rozchodzącego się po jego ciele, przepełnia go tak obcy dla niego w ostatnich miesiącach stan bezkierunkowego rozleniwienia.
Urahara nie sprawia wrażenia, jakby tylko wyczekiwał okazji, aby go przepytać. Nawet jeśli picie piwa przez Ichigo w miejscu publicznym w czasie, kiedy jak każdy nastolatek powinien być jeszcze w szkole, go zaniepokoiło, w ogóle tego po sobie nie pokazuje. Nawet jeśli udaje, Ichigo cieszy się, że przynajmniej robi to umiejętnie.
Siedzą w ciszy. Urahara obserwuje go. Ichigo jest tego świadomy, ale nic sobie z tego nie robi. Jakoś jeszcze w obecności rodziny i przyjaciół starał się zachowywać normalnie. Nie lubi ich zmartwionych spojrzeń. Poza tym zwykle o tej porze byłby już w domu, gdzie po wysłuchaniu tyrady Isshina na temat szkodliwości wagarowania, mógłby już spędzić resztę wieczoru na niczym w swoim pokoju w oczekiwaniu na następny wtorek.
Z Uraharą jest inaczej. Może Ichigo dojrzał przez te półtora roku, a może Urahara stał się łatwiejszy do odczytania, ale Ichigo jest świadomy poczucia winy, które trawi Kisuke, a to daje mu przewagę. Wie, że Urahara nie będzie go pouczał. Dlatego bawiąc się sznurkiem od herbaty, pozwala sobie na milczenie, ponieważ nie ma specjalnie nic ciekawego do powiedzenia.
Jakoś jego myśli nieproszone ulatują do jego przyjaciół w Soul Society. Zmieszana twarz Ruki, kiedy spodziewając się entuzjazmu, dostała w zamian od niego zjadliwy komentarz, staje mu przed oczami. Nie czuje się winny, nie całkiem. To i tak wydarzyło się tylko dla niego, mimo to zaczyna się zastanawiać, że być może pochopnie ich ocenił.
- Co słychać w Seireitei? Czy ktoś się odzywał? – Ichigo przerywa ciszę, starając się nadać swemu pytaniu lekkiego brzmienia. Ale kiedy czeka na odpowiedź, pojedynczy skurcz ściska jego żołądek. Ichigo chwyta kubek, upijając łyk herbaty, aby zająć czymś ręce.
Urahara odchrząkuje, jakby przymierzał się do tego, jak ująć w słowach to, co ma do przekazania i Ichigo już wie. Nie jest zaskoczony, ale pożegnanie się z nikłą nadzieją, którą wciąż trzymał przy sobie, boli bardziej niż powinno.
- Cóż… myślę, że są jeszcze zajęci nowymi obowiązkami, ale to tylko kwestia czasu, kiedy przyjdą do mojego sklepu po gigai.
- Hm… - to jedyny potwierdzający dźwięk, który wydaje z siebie Ichigo. Jest świadomy, że nie brzmi entuzjastycznie, ale szczęśliwie Urahara nie oferuje mu pustego pocieszenia. Na sekundę przez twarz Kisuke przemyka coś na kształt współczucia, ale ostatecznie jego twarz zastyga w nieczytelnym wyrazie.
I jakoś Ichigo natychmiast przechodzi ochota na herbatę. Wie, że jutro Urahara może go nie zaprosić, ponieważ nadal nie wie, co dzisiejszego dnia zrobił inaczej, że udało mu się odblokować nowy scenariusz, ale go to nie obchodzi. Może nieco obcesowo oznajmia, że musi już iść, ale Urahara nie tylko się nie obraża, ale wygląda, jakby się o niego martwił.
Ichigo tego nienawidzi.
Dlatego następnego dnia, kiedy Urahara ponownie go zaprasza, Ichigo kategorycznie odmawia. Kisuke wygląda na zawiedzionego, jakby Ichigo właśnie zranił jego uczucia, a nie odmówił głupiej herbaty. Później przez cały wieczór Ichigo żałuje swoich ostrych słów. Czekanie na następny dzień upływa na nieznośnym odliczaniu.
Następnego dnia Urahara się nie zjawia. Ichigo sfrustrowany tym bardziej niż sądził, impulsywnie robi coś głupiego. Znajduje ustronne miejsce i podcina sobie żyły kapslem od piwa. Boli jak cholera i na pewno nie jest to higieniczne. W tej samej chwili Ichigo tego żałuje. Chcąc zrobić to dobrze, sięga do torby, w której zaczął nosić nóż kuchenny specjalnie na takie okazje. Wiedząc, że nie będzie musiał później tego czyścić, wkłada ramię umazane krwią, macając dno torby w poszukiwaniu noża. Sfrustrowany, mruczy pod nosem przekleństwo. Krew ścieka mu z przedramion, plamiąc jego bluzę. Musi wyglądać makabrycznie. W końcu podnosi nóż, przymierzając się do cięcia, kiedy czyjaś ręka chwyta go z zaskoczenia, blokując jego nadgarstek. Ichigo podnosi wzrok. Twarz Urahary jest napięta. Stoi tyłem do słońca. Cień rzucany przez rondo kapelusza nadaje jego oczom nawiedzony wygląd. Patrzy na niego, ale jakby przez niego.
Ichigo zasycha w ustach, ale nawet nie ma czasu właściwie zareagować, bo w tej samej sekundzie biała maź wybucha z jego rany. Zastyga niczym biały pancerz, pokrywając ją w całości i tworząc na wierzchu cienką połyskliwą warstwę. Ichigo wstrzymuje oddech. Jego serce kurczy się raz, potem rozpręża i nagle nie słyszy już nic poza ogłuszającym trzaskiem, z jakim pęka biała powłoka. Pancerz rozpada się w drobny mak, odsłaniając nagie, zupełnie wyleczone przedramię. Ichigo gwałtownie podrywa głowę, szukając na twarzy Urahary jakiejś wskazówki. Kisuke wygląda na oniemiałego i zamyślonego, ale nie zaskoczonego.
Bez słowa zabiera go do Urahara Shōten, a Ichigo nie protestuje, ponieważ chce zrozumieć, co tym razem zrobił Kisuke. Ale nie potrafi zignorować pełzającego z tyłu głowy przeczucia, że… coś się nie zgadza. Coś jest nie tak. Zachowanie Urahary jest podejrzane. Spojrzenia, jakie mu rzuca, są podszyte dziwnym smutkiem, a Ichigo nie rozumie, skąd się to bierze. Czy właśnie nie wykorzystał mocy swojego hollowa, czy nie dowodziło to powrotu jego mocy shinigami? Ichigo nic z tego nie pojmując, czuje, jak w jego serce zakrada się obawa.
Dlatego widok Inoue przed sklepem, której kompletnie się tutaj nie spodziewał, zbija go na chwilę z tropu. U jej stóp siedzi czarny kot. Oczy Yoruichi nawet w tej formie są wymowne i Ichigo czuje, że go ocenia. Rozumie naganę, ale jednocześnie pierwszą jego reakcją jest chęć obrony. W końcu to nie tak, że chciał się zabić. Znaczy chciał, ale nie w tym rzecz.
Inoue przystępuje do niego, z drżącą wargą, jakby była na granicy płaczu.
- Przepraszam, to wszystko moja wina – płacze, rzucając się, aby obejrzeć jego wyleczone już nadgarstki. – Chciałam tylko, abyś odzyskał moce…
To łapie go w ogóle nieprzygotowanego.
- Co powiedziałaś?
- Chciałam, abyś odzyskał moce…
„Inoue może odwracać rzeczywistość” myśli i nagle wszystko nabiera sensu.
- Wiesz o pętli? – głos Ichigo drży, kiedy zniża głos do szeptu.
Orihime, ze zbyt zduszonym gardłem od łez gwałtownie kręci głową.
- Nie, przepraszam ... nigdy nie sądziłam, że to tak będzie wyglądać. Dopiero się dowiedziałam.
Coś nagle uderza Ichigo. Czy to możliwe, że…
- Jaki dziś dzień?
- Piątek – dostarcza Yoruichu, przyglądając mu się z namysłem.
Skoro dziś był piątek, to by oznaczało, że Kisuke zaprosił go na herbatę w środę, a następnie w czwartek, czyli wczoraj, Ichigo tak bezceremonialnie go odtrącił, odmawiając jego zaproszeniu. Jak mógł przegapić, że środa, czwartek i dzisiejszy piątek nie były jego zwykłym wtorkiem? Czy jego zmysły stępiały już do tego stopnia, że zatracił nawet te ostatnie resztki instynktu.
Ale część Ichigo wie też, że wcale nie było to takie trudne, biorąc pod uwagę, że całe dnie spędzał sam, izolując się od reszty świata.
Nawet teraz jest w nim zarzewie gniewu. Czuje, jak szumi pod powierzchnią, zawsze chętne i złaknione. Kiedy stara się wejrzeć w głąb swojej duszy, wie, że coś mu się wymyka. Obecność Zangetsu wydaje się inna i obca, a zarazem tak bliska, jak nigdy wcześniej. Ichigo wie, że istnieje lepsze określenie na opisanie tego skomplikowanego uczucia, które trzyma go na krawędzi, jednocześnie pchając go naprzód.
Inoue nadal mamrocze pod nosem przeprosiny, pochlipując cicho, ale Ichigo już jej nie słucha, zamiast tego podchodzi i łapie ją w ciasny uścisk.
- Dziękuję – szepcze w jej włosy. Jej drobna postać trzęsie się w jego ramionach. Nie puszcza, dając jej czas na uspokojenie się. Trzymając Orihime w ramionach napotyka wzrok Urahary.
Pierwsza fascynacja w oczach Kisuke znika zastępowana czymś odleglejszym. Ichigo wie, że Urahara pracuje nad sposobem przywrócenia mu jego mocy. Widząc go teraz, tak wycofanego z odległym zamyślonym spojrzeniem i z oczami, które jeszcze przed chwilą błyszczały podekscytowanie, a teraz przybrały popielaty odcień szarości, jakby coś się w nich wypaliło, Ichigo po raz pierwszy czuje tak przemożną chęć, aby podejść do niego i porządnie nim potrząsnąć.
Trudno jest mu umiejscowić źródło złości, ale kiedy Kisuke stoi tam, wyglądając tak posępnie, jak kopnięty szczeniak w deszczu, Ichigo w jakiś sposób czuje się tym sprowokowany na poziomie osobistym. Wypuszcza Inoue z objęć, nie potrafiąc nic zrobić z tym, że jakkolwiek wdzięczność, którą wobec niej czuje jest absolutnie prawdziwa, to im dłużej spogląda w stronę Urahary, kiełkuje w nim egoistyczne uczucie, któremu coraz trudniej jest mu się oprzeć.
Ichigo nie wie, w jakim miejscu jest teraz w swoim życiu, ale nie czuje się w tej chwili najlepszą wersją siebie. Niepokojące jest niepoznawanie odbicia własnej duszy, ale obecność jego zanpakutō nie jest tak pocieszająca, jak powinna być i jak zapamiętał ją Ichigo. Czuje nienazwany głód, który skrada się w cieniu jego duszy, obcy i irracjonalny. Potrzebuje kogoś, kto nie pozwoli mu się zranić, kogoś, komu może zawierzyć, że utrzyma go w ryzach, a tylko Urahara jest wystarczająco silny.
I Ichigo ufa mu bardziej niż jest to racjonalne.
Nie potrafi zignorować tego fałszywego uśmiechu Urahary, gdy Kisuke spogląda na niego, jakby już pogodził się z tym, że jego praca właśnie stała się bezużyteczna i Ichigo nigdy nawet nie dowie się o jego staraniach, a mimo to poczucie winy zmusza go do uśmiechu, że jest szczęśliwy w jego imieniu.
Pieprzone pozory.
W kilku długich krokach Ichigo pokonuje dzielącą ich odległość i chwytając Uraharę za poły jego haori wciąga go do środka. Zaczepia palce na framudze i odcinając Kisuke drogę ucieczki, trzyma go pomiędzy sobą, a drzwiami. A potem całuje go z całym gniewnym uczuciem, które zwija się w jego żołądku.
Urahara zamiera, ale kiedy mija pierwsze zaskoczenie, zamiast go odepchnąć, wplata swojego długie palce w jego włosy, zmuszając Ichigo do pogłębienia pocałunku. Kiedy wreszcie się od siebie odrywają, obaj oddychają płytko i Kisuke zajmuje chwilę, aby ponownie dojść do siebie.
- Kurosaki-san nie wiem, czym cię tak zezłościłem, ale obawiam się, że nie żałuję.
Ichigo widzi ten figlarny, bezwstydny błysk w oczach Urahary i wie, że to bilet w jedną stronę. Kisuke nigdy nie weźmie czegoś, co Ichigo mu nie zaoferuje, ale obawia się, że jest już na to za późno.
Kisuke przyciąga go jak katastrofa, a Ichigo nie chce już dłużej się powstrzymywać.
