Actions

Work Header

Zawężone pole widzenia

Summary:

Chaeryeong marzy, by na studniówce przetańczyć wolnego i nie zwracać uwagi, na obściskujące się wokół niej pary. Nie wie jednak, że ktoś przez cały wieczór myśli o tańcu właśnie z nią.

czyli co działoby się, gdyby Chaeryeong i Ryujin uczestniczyły w polskiej studniówce

Notes:

Zainspirowana wydarzeniami z polskiej studniówki postanowiłam napisać krótkie opko, które od ponad roku marynuje się na moim dysku, więc nadszedł czas, by wreszcie ujrzało światło dzienne.

Przysięgam, że wszystkie wspomnienia o lejącym się pod stołami alkoholem i sączącym się z głośników polskim rapie są autentyczne, więc jeśli studniówka jeszcze przed wami, to przedsmak tego, co może was czekać. Jeśli z kolei ten moment należy już do przeszłości, małe przypomnienie o tamtej nocy nie zaszkodzi ;)

(See the end of the work for more notes.)

Work Text:

- Jeśli DJ zagra jeszcze jedną piosenką do zatańczenia wolnego, przysięgam, że utopię się w misce z ponczem.

- Uuu, Chaery, czy to nowy sposób na obwieszczenie światu, że jesteś singielką?

- A weź… - fuknęła Chaeryeong, lekko trącając łokciem, stojącą obok Lię. – Po prostu obrzydzają mnie szczęśliwie zakochani.

- Mhm… - Lia pokiwała głową z namysłem, nie odrywając wzroku od przyjaciółki. – I jesteś pewna, że obecny stan twojego życia miłosnego nie ma na to żadnego wpływu?

By zachować resztki godności, Chaeryeong zdecydowała się nie odpowiadać na to pytanie. Zamiast tego, wbiła spojrzenie zdolne do zrobienia dziury w ścianie, w tańczące na parkiecie pary. Na ich złączone dłonie, przyciśnięte do siebie policzki, powolne ruchy w rytm muzyki oraz nieśmiałe pocałunki.

Zieleniejąca z zazdrości twarz dziewczyny, kontrastowała z lejącym się, bordowym materiałem jej sukienki.

Byłaby w stanie dać naprawdę wiele, byleby choćby na moment znaleźć się na parkiecie w objęciach kogoś, na kim naprawdę jej zależy. By leniwie kołysać się w rytm muzyki, podczas gdy jej świat zawęzi się jedynie do osoby, z którą może dzielić ten taniec.

- Pójdę do naszego stolika się napić – oznajmiła Lia, zmuszając myśli Chaeryeong do skoncentrowania się na czymś innym niż desperacka chęć przeżycia momentu rodem z amerykańskiego filmu młodzieżowego.

Uprzedziwszy pytanie Chaeryeong, które już czaiło się w jej brązowych oczach, Jisu dodała:

- O nie, nie, nie. Tobie już dzisiaj nie polewam - widziałam ile wypiłaś z chłopakami.

- Cztery lata przyjaźni i jestem tak traktowana – burknęła Chaeryeong, krzyżując ręce na piersi.

Lia uśmiechnęła się promiennie.

- Dbam o to, byś jutro nie padła ofiarą kaca mordercy. I tak pewnie dam ci łyka mojego drinka. Zresztą i tak zaraz wracam!

Posłała przyjaciółce buziaka, po czym ruszyła w stronę stolika, skrytego w głębi sali balowej. Chaeryeong obserwowała postać Jisu, znikającą wśród uczniów tłoczących się na parkiecie.

Przez moment zastanawiała się, czy ona również nie powinna wrócić do koleżanek z klasy, które chwilę wcześniej postanowiły urządzić sobie przerwę na ciepłe przekąski. Wizja samotnego użalania się nad sobą stojąc przy wazie z ponczem wydawała się jednak bardziej kusząca niż jakakolwiek socjalizacja.

Gdy już całkowicie straciła z oczu Lię, ponownie zwróciła wzrok ku, otaczającym ją parom. Jedna z nich, połączona w ciasnym uścisku, bez cienia skrępowania, okazywała sobie szczególnie namiętne uczucie.

Krzywiąc się, Caheryeong spojrzała w inną stronę.

Jej uszu dobiegała subtelna melodia, wypływająca z ogromnych głośników zawieszonych przy scenie, na którą już niebawem mieli wkroczyć przyszli król i królowa balu. Szkolny samorząd z godnym podziwu uporem usiłował upodobnić liceum ogólnokształcące instytucją na kształt amerykańskiej szkoły.

Skromny budżet placówki oświatowej nie starczał na ufundowanie ogromnych sal gimnastycznych bądź drużyny cheerleaderek, które mogłyby występować w kusych strojach, lecz wystarczył, by zafundować plastikowe tiary.

Chaeryeong odkąd tylko sięgała pamięcią, gardziła ideą wybierania spośród wszystkich zebranych na szkolnej uroczystości, króla i królowej.

Lata mijały, a jej niechęć do szkolnej hierarchii jedynie rosła.

Otwarcie krytykowała filmy, w których główna bohaterka – szara myszka, która na rzecz imprezy przemienia się w piękność, godną rywalizowania o tytuł miss universe – jakoby na złość dokuczającej jej popularnej dziewczynie – otrzymuje tytuł królowej balu.

Takie rzeczy przecież nie miały prawa zaistnieć w realiach publicznej, niedofinansowanej szkoły.

Chaeryeong nie miała wrogów. Nie potrzebowała publicznie prezentować przed innymi własnej wyższości - po prostu naiwnie żywiła wstydliwie skrywaną nadzieję, że to jej przypadnie w udziale założenie na głowę plastikowej korony i otrzymanie bukietu lekko podwiędłych róż, kupionych za szkolne pieniądze.

Stanie na scenie, a jej oczom ukaże się tłum ludzi, wpatrzonych w nią z nieskrywanym zachwytem. Uśmiechnie się do sali pełnej innych licealistów i nareszcie poczuje się wśród nich prawdziwie wyróżniona

Można chyba pomarzyć.

Marzyła bowiem o wielu rzeczach. Jako dziesięciolatka przysięgła sobie, że na balu maturalnym będzie wyglądała i czuła się jak prawdziwa księżniczka, która przetańczy całą noc w objęciach ukochanej osoby.

Jak do tej pory częściowo udało jej się realizować ten plan.

Była świadoma faktu, że wygląda dobrze. Czuła się tak pewna siebie, jak nigdy wcześniej – do tego momentu dziecięce marzenia pokrywały się z rzeczywistością.

Jako dziecko nie przewidziała jednak lekkich zawrotów głowy po zbyt spiesznie wypitych drinkach, bólu stóp, będącego nieodłącznym elementem tańca w butach na obcasie oraz tego, jak wiele niecenzuralnych słów może wybrzmieć z ogromnych głośników, w czasie gdy grono pedagogiczne jest obecne na sali bankietowej. 

Musiała przyznać, że cała sala wykrzykująca tekst do znanych z domówek kawałków, ma swój niepowtarzalny klimat. Trudno było nie dać ponieść się muzyce i zniknąć w roztańczonym tłumie, kiedy na pamięć znało się większość piosenek.

Chaeryeong uwielbiała swoje przyjaciółki – Lię i Yunę – za to, że razem z nią, zdzierały sobie gardła, zatapiając się w tłumie podskakujących do rytmu, rozśpiewanych nastolatków.

Chwilowe pogorszenie nastroju następowało dopiero w momentach, w których, zamiast rozdzierającego bębenki kawałka jednego z bardziej znanych raperów, wybrzmiewały dźwięki ballad.

Wówczas następowała ewakuacja połowy tańczących. Single w większości uciekali w popłochu - jedynie najodważniejsi z nich decydowali się zaprosić kogoś do wspólnego tańca. Niektórzy korzystali z przerwy, by uzupełnić mniej lub bardziej procentowe płyny, jak Lia, a jeszcze inni pędzili do łazienki, by jak Yuna, poprawić makijaż bądź pozbyć się z organizmu procentów.

Na parkiecie roiło się więc od par oraz nielicznych, widocznie zestresowanych ludzi, którzy jeszcze niepewni swojej relacji z drugą osobą, nerwowo kołysali się na boki.

Oprócz nich, niedaleko parkietu, oparta o stolik, przy którym serwowano poncz, stała również Chaeryeong, która zdecydowała się przeczekać kilka minut wolnego tańca i spędzić je na bezwstydnym użalaniu się nad swoim losem.

Alkohol mógł mieć swój udział w jej chwilowym rozrzewnieniu.

Po kilku drinkach zazwyczaj nachodziła ją ochota na rozważania dotyczące braku satysfakcjonującego życia uczuciowego.

Kiedy ni stąd, ni z owąd, w zasięgu je wzroku po raz kolejny pojawiła się namiętnie całująca się para, dziewczyna nawet nie próbowała ukryć grymasu obrzydzenia, który po raz kolejny, nieproszony pojawił się na jej twarzy.

- Czuję, że chyba nie powinnyśmy być świadkami czegoś takiego – odezwał się ktoś, stojący po lewej.

Chaeryeong odwróciła głowę w stronę, z której dobiegał znajomy głos. Jej oczom ukazała się uczennica z równoległej klasy, z którą chodziła na angielski oraz fakultet z matematyki – Shin Ryujin.

Włosy dziewczyny – zazwyczaj upięte w koński ogon – delikatnymi falami spływały na jej okryte marynarką ramiona. Po raz pierwszy tamtego wieczoru, Chaeryeong dłużej przyjrzała się Ryujin.

Zdecydowanie było czemu się przyglądać.

Wcześniej jedynie kilka razy minęły się na parkiecie, więc nie miała zwrócić uwagi na to, jak dobrze skrojona, krótka marynarka i znajdująca się pod nią sukienka mini, podkreślają atuty figury Ryujin.

Chaeryeong szybko odwróciła wzrok, by jej spojrzenie przypadkiem nie wprawiło Ryujin w zakłopotanie.

- Mam wrażenie - odpowiedziała - że niektórzy, dla dobra innych, mogliby znaleźć dla siebie ustronne miejsce.

- Oj, zdecydowanie – uśmiechnęła się Ryujin.

Dziewczyny nigdy nie były ze sobą szczególnie blisko. Przez wszystkie lata liceum, udało im się wielokrotnie porozmawiać na korytarzu, lecz ich relacja nigdy nie awansowała do rangi czegoś więcej niż zwykłej szkolnej znajomości. Mimo to, Lia i Yuna nie przestawały rzucać w stronę Chaeryeong wymownych spojrzeń po jakiejkolwiek interakcji pomiędzy ich przyjaciółką a Ryujin.

Chaeryeong wyczuła wiszące w powietrzu napięcie, które Ryujin bezskutecznie starała się ukryć pod maską nonszalancji.

- Swoją drogą… - Ryujin zaczęła, walcząc z samą sobą, by nie unikać spojrzenia brązowych oczu Chaeryeong. – Chciałam zapytać, czy czekasz tu na kogoś.

Dziewczyna zawahała się. Wiedziała, że musi starannie dobrać słowa.

- Moje przyjaciółki jak na razie są gdzie indziej, a ja zdecydowałam się przeczekać tu akurat tę piosenkę.

Równie nieudolnie jak Ryujin, starała się sprawić wrażenie wyluzowanej. Była przecież oazą spokoju. Niezmąconą taflą spokojnego, górskiego jeziora.

- W takim razie czy nie chciałabyś przeczekać go na parkiecie razem ze mną?

Och.

W tamtym momencie zamiast oazą spokoju, Chaeryeong stała się morzem targanym przez sztorm.

Dziewczyna na moment przestała słyszeć muzykę. W niemym szoku, z szeroko otwartymi oczami, wpatrywała się w Ryujin, podczas gdy w jej głowie kołatała się niezliczona ilość pytań.

To żart?

Kiedy ktoś wyjdzie zza rogu, przystawi mi kamerę do twarzy i radośnie obwieści, że właśnie zostałam sprankowana i wystąpię w najnowszym segmencie w krajowej telewizji nazwanym „Jak dla żartu zapraszać do tańca na licealnym balu”?

Powinnam się zgodzić?

Dlaczego Ryujin wygląda w tym momencie tak uroczo?

Czy to głupie, że zatańczę z dziewczyną, z którą okazjonalnie rozmawiam na korytarzu?

Powinnam się zgodzić?

To chyba niezobowiązująca propozycja?

Minęło dobrych kilka sekund, zanim Chaeryeong odzyskała umiejętność formułowania logicznych zdań. Jej głos nieznacznie załamał się, kiedy wykrztusiła ciche: „Bardzo chętnie”.

Ryujin zacisnęła wargi, lecz finalnie nie była w stanie powstrzymać uśmiechu, który nieproszony zagościł na jej ustach.

Wyciągnęła lekko drżącą dłoń w kierunku dziewczyny. Kiedy ich palce splotły się ze sobą, Ryujin, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Chaeryeong, wykonała kilka kroków w tył, prowadząc dziewczynę w wolne miejsce na parkiecie.

Chaeryeong poczuła na swoich biodrach delikatny dotyk dłoni Ryujin. Po chwili wahania, ułożyła ręce na ramionach dziewczyny tak, by jej dłonie splotły się tuż przy karku Ryujin. Szumiąca w jej uszach krew skutecznie zagłuszała muzykę, która jeszcze chwilę wcześniej zdawała się rozbrzmiewać na całą salę. Prowadzona przez swoją partnerkę, zaczęła – naśladując inne pary – lekko kołysać się na boki w duchu modląc się, by robiła to do rytmu.

Wiedząc, że na jej policzkach za moment niechybnie pojawi się rumieniec. By ukryć zakłopotanie wyznała:

- Szczerze mówiąc, nie mam zbyt dużego doświadczenia, jeśli chodzi o tańczenie wolnego.

- Nie masz się czym przejmować – Ryujin posłała w jej stronę ciepły uśmiech. – Moje doświadczenie ogranicza się do oglądanie filmów młodzieżowych sprzed dziesięciu lat.

Kąciki ust Chaeryeong powędrowały w górę.

- Widzę, że mamy ten sam materiał źródłowy.

- Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy. Teraz już wiem, że nie zdziwisz się, kiedy za chwilę magicznie zmienię strój i odśpiewam ci popową piosenkę, mając za chórki połowę uczniów zebranych na tej sali.

- Hej, ja dostałam inny scenariusz! – Chaeryeong zmarszczyła brwi z udawanym oburzeniem. – Miałyśmy przecież urządzić tutaj bitwę taneczną!

- Którą oczywiście ja bym wygrała? – Ryujin uniosła brwi.

- Chyba śnisz. Ja nigdy nie przegrywam bitew tanecznych.

Ryujin uśmiechnęła się.

- No dobra, to fakt – przyznała. – Myślę, że bez trudu rozłożyłabyś mnie na łopatki. W końcu już kiedyś widziałam jak tańczysz.

Chaeryeong poczuła, jak oblewa ją zimny pot. W tańcu zawsze pozwalała, by poniosły ją emocje. Na każdym pokazie odsłaniała przed innymi dotychczas nieznany nikomu fragment swojej duszy, lecz już lata temu przestała obsesyjnie się tym zamartwiać. Mimo to wizja Ryujin, siedzącej na widowni podczas jednego z jej występów, była przerażająca.

- Ach tak? – zapytała niepewnie, modląc się, by drżenie głosu nie zdradziło, jak bardzo stresuje ją ta myśl. – Kiedy to było?

- W lutym. Udało mi się zgarnąć bilety na festiwal []. Ten, na którym tańczyłaś do Cry for me.

- O mój boże… - Chaeryeong opuściła wzrok zażenowana.

Dobrze pamiętała ten występ. Wówczas pierwszy raz po dłuższej przerwie stanęła na scenie przed dwutysięczną publiką. To właśnie wtedy stresowała się tak bardzo, że na moment zapomniała kroków, a przecież tak długo ćwiczyła ten układ!

Przez całe pięć sekund improwizowała. Zauważyła to jedynie trenerka, lecz ów fakt wcale nie zmienił skali wstydu, który towarzyszył jej na myśl o samym występie.

- Naprawdę byłaś wtedy niesamowita, przysięgam! W pewnym momencie, prawie spadłam z krzesła. Dokładnie wtedy, gdy skoczyłaś i prawie od razu przeszłaś do przykucu. Było w tym momencie coś takiego, że nie dało się od ciebie oderwać wzroku.

Chaeryeong zamrugała gwałtownie.

- Chyba nie mówisz poważnie.

- Ależ oczywiście, że mówię poważnie! – obruszyło się Ryujin. – Gdyby w porę nie przytrzymała mnie,siedząca obok, starsza pani o żelaznym uścisku, wylądowałbym z nosem na plecach gościa z rzędu przede mną.

- Wiesz, że akurat ten ruch był zaimprowizowany? – Chaeryeong zdobyła się na wyznanie. – Na chwilę całkowicie mnie zaćmiło i za nic nie wiedziałam, co powinnam zrobić dalej. Czułam, że trenerka mnie zabije. Musiałam wymyślić coś na bieżąco.

- Jeśli tak wygląda u ciebie improwizacja – oznajmiła Ryujin, wpatrując się w Chaeryeong jak w obrazek – to przysięgam, że jestem w stanie już ze wszystkim zdać się na twoją improwizację.

Nie odrywając od siebie wzroku, dziewczyny niespiesznie poruszały się w rytm muzyki.

Improwizowały.

Muzyka ledwo dobiegała ich uszu, lecz mimo to, nie gubiły rytmu. Poruszały się powoli. Lekko – zupełnie jakby płynęły.

- Wiem, że to zabrzmi bardzo ckliwe – odezwała się Ryujin. – Ale musisz wiedzieć, że przez cały wieczór starałam się zebrać na odwagę, żeby poprosić cię do wolnego.

Chaeryeong skrzywiła się nieznacznie. Taka wizja wydawała się być już zbyt wielką kalką ze stereotypowego filmu o nastolatkach. To byłoby zbyt przewidywalne.

Starała się doszukać w spojrzeniu Ryujin choćby nuty nieszczerości, lecz niczego takiego nie znalazła. Wciąż wydawała się być nieprzekonana co do słów dziewczyny.

- Teraz tylko tak mówisz.

- Przysięgam, że nie! – źrenice Ryujin rozszerzyły się, a jej brwi powędrowały ku górze. – Za pierwszym razem, kiedy DJ zapowiedział następny kawałek, który będzie wolniejszy od Intercontinental Bajers, prawie do ciebie podeszłam, ale… sama nie wiem… odniosłam wrażenie, że dobrze bawisz się w towarzystwie swoich koleżanek. Za drugim razem też nie chciałam wam przeszkadzać.

- Przy wszystkich wolnych bawiłam się okropnie – Chaeryeong wypaliła bez zastanowienia. - Kiedy zobaczyłam jedną obrzydliwie szczęśliwą parkę z mojej klasy, podczas gdy w tle leciało Thinking Out Loud, miałam ochotę wyrwać sobie serce z piersi, bo tak bardzo chciałabym być ich na ich miejscu. Byłam o krok od popłakania się do piosenki Eda Sheerana. Yuna przez następną dekadę nie dałaby mi żyć, opowiadając  to jako anegdotkę na każdym spotkaniu ze znajomymi.

Ryujin uśmiechnęła się, rozbrojona szczerością Chaeryeong.

- Jeśli cię to pocieszy – zaczęła, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że zdania zaczynane w ten sposób jeszcze nigdy nikogo nie pocieszyły. – Kiedy zobaczyłam jak Lia kładzie ci rękę na ramieniu podczas pierwszych taktów tej piosenki, sfrustrowana podeszłam opchać się owocami w czekoladzie, gdzie zakrztusiłam się jakimś wyjątkowo dużym winogronem.

Chaeryeong parsknęła cichym śmiechem.

- Sorki – opuściła wzrok, nie potrafiąc ukryć chichotu. – Chyba nie powinno mnie to bawić. To nie na miejscu.

- Nawet się tym nie przejmuj – kąciki ust Ryujin powędrowały w górę, widząc taką reakcję ze strony Chaeryeong. – to jeszcze nie jest najgorsza część tej historii.

- Nie?

Ryujin pokręciła głową.

- Stojąca obok pani dyrektor Choi, musiała poklepywać mnie po plecach po tym, jak dwadzieścia minut wcześniej przyłapała mnie na nalewaniu sobie wódki pod stołem.

- Tak to jest – Chaeryeong odrzekła, tłumiąc śmiech i imitując charakterystyczny dla dyrektorki sposób akcentowania wyrazów - kiedy nie stosuje się do regulaminu imprezy.

- Pozwól mi wyrazić najgłębszą skruchę – Ryujin nieznacznie się skłoniła. - Wiedz jednak, że sposób w jaki razem z Jisungiem i Changbinem odwracaliście uwagę pani Kim, kiedy Felix dolewał wam cytrynówki do soku, był naprawdę niesamowity.

- Widziałaś to?! – dziewczyna szeroko wytrzeszczyła oczy, nieświadomie zmniejszając dystans pomiędzy swoją twarzą, a twarzą Ryujin.

- Powiedzmy, że uważnemu obserwatorowi nie umkną takie szczegóły…

Ryujin uśmiechnęła się szelmowsko.

Jej zadziorne spojrzenie podziałało na Chaeryeong jak środek odurzający, która odniosła wrażenie, że jeśli jeszcze bardziej nie zbliży się do Ryujin, niechybnie straci równowagę.

Pochyliła się w kierunku czarnowłosej. Gdyby nie resztki alkoholu płynącego w jej żyłach, zapewne nie zdobyłaby się na wypowiedzenie następnego zdania:

- Przyznaj się, że patrzyłaś wtedy prosto na mnie.

Dziewczyny spoglądały sobie w oczy.

Serce Ryujin zaczęło bić tak szybko, że niewiele brakowało do tego, by wyrwało się z jej klatki piersiowej.

Chaeryeong wpadła jej w oko już w drugiej klasie liceum, gdy pewnego dnia przegadały całą lekcję angielskiego. Od tamtej pory, wszystkie organy wewnętrzne Ryujin wykonywały cyrkowe akrobacje, na samą myśl o dziewczynie o świecących oczach i promiennym uśmiechu.

Właśnie dlatego z utęsknieniem czekała na każdą lekcję angielskiego i nigdy nie uciekała z dodatkowych zajęć z matematyki, na których jej myśli zamiast wokół pierwiastków, krążyły wokół dziewczyny siedzącej w trzeciej ławce, w rzędzie pod oknem.

- To prawda – Ryujin uśmiechnęła się, ani na sekundę nie przerywając kontaktu wzrokowego z Chaeryeong. – Mam dość zawężone pole widzenia.

Notes:

Dziękuję bardzo za dotrwanie do końca <3 Dajcie znać, co sądzicie!!

PS Czy u was też leciało Intercontinental Bajers i California?? I czy tak samo jak ja wywijaliście wtedy na parkiecie??